niedziela, 13 maja 2012

Shitty

Kolejny sezon dobiegł końca. Niestety, City tym razem okazało się lepsze. Albo to raczej my za słabi... Do teraz nie ogarniam jak można było tak łatwo roztrwonić 8 punktów przewagi... A to co się działo w ostatniej kolejce to już istny horror. Najpierw gol Rooneya i radość z mistrzostwa, potem bramka City i trzymanie kciuków za przebudzenie QPR. Druga połowa i znów to samo... Trafienie QPR, potem czerwona kartka, kolejny gol i gdy wydawało się, że mistrzostwo jest nasze, City dwa razy (w ciągu 2 minut!) pokonało bramkarza QPR i sen o mistrzostwie prysł jak bańka mydlana. Cóż... tak to jest jak się liczy na innych zamiast samemu wziąć się do roboty. Tym razem się nie udało ale następny sezon będzie nasz!


  

A teraz trochę innych przemyśleń.
  • Nie ogarniam dlaczego niektórzy biorą się za dziennikarstwo ani nie mając do tego talentu ani nie znając języków obcych. Ja rozumiem jeśli próbuje się tłumaczyć z fińskiego przy pomocy translatora, ale na miłość boską, angielski zna każdy i karygodnym jest tłumaczenie artykułów z tego języka z błędami przez pomylenie czasu przeszłego i przyszłego. Cóż... 
  • Nie ogarniam lasek, które ubzdurały sobie, że ich facet musi być obcokrajowcem. Po pierwsze, tego nie da się jakoś przewidzieć czy ustalić, bo miłość zwykle i tak przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. A po drugie to nic fajnego. Że niby szpan, że zza granicy? Odkąd granice państw przestały być jakąkolwiek barierą to nic szczególnego jak się posiada przyjaciół czy nawet drugą połówkę w innym kraju. A poza tym z autopsji wiem, że taki związek (choć w moim przypadku nie wiadomo jak ten układ nazwać) to wiele cierpienia, tęsknoty. O ile bariera językowa jest do pokonania o tyle odległość dzieląca od ukochanej osoby niczego nie ułatwia, wręcz przeciwnie. Więc drogie dziewczyny, lepiej zastanówcie się nad tym czego chcecie, bo wasze pragnienia mogą się spełnić.
  • Nie ogarniam go... od miesiąca jest potulny jak baranek a w ostatnim tygodniu przeszedł sam siebie...  Czyżby czegoś chciał? Nie żeby mi to przeszkadzało, ale to po prostu do niego niepodobne. No i robi mi spore nadzieje, a ja cholernie boję się rozczarowania... Choć w sumie i tak się pewnie rozczaruję.
  • Nie ogarniam rachunku prawdopodobieństwa. Wiem, że sama sobie wybrałam takie studia i tego nie żałuję. Ale na litość boską! Kto normalny liczy prawdopodobieństwo przez całki? Nikt. A zatem studenci matematyki nie są normalni... Chyba zacznę modlić się (!) o cud, bo tylko cud może sprawić, że zaliczymy ten przedmiot. 
  • Nie ogarniam co się ze mną dzieje. Za tydzień Eurowizja a nawet nie zaczęłam przesłuchiwać tegorocznych propozycji. Czyżby rachunek prawdopodobieństwa rzucił mi się na mózg? oO Trzeba koniecznie to zmienić! No i poszukać transmisji w internecie, bo przez nieobecność Polski w konkursie nasza kochana TVP nie pokaże nawet głównego koncertu :(
  • I nie ogarniam Ciebie, drogi czytelniku, który zabłądziłeś na tego bloga, że wciąż czytasz tą długą i bezproduktywną notkę. Niestety, głupota ludzka nie zna granic...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz