środa, 4 maja 2011

I will be popular...

Nareszcie zaczęły się próby przd konkursem piosenki Eurowizji! W sumie, sama nie wiem czemu to oglądam. Kazdy wie, ze Eurowizja to tandeta i komercha, ale jednak coś sprawia, ze się do tego wraca. Nie wiem, może to zwykła ciekawość? Ciekawość czy żenujący zazwyczaj poziom tego konkursu choć odrobinę wzrósł.

Dochodzę do wniosku, ze Eurowizja jest jak narkotyk. Co roku obiecujesz sobie, ze to ostatni raz, kiedy oglądałasz tą szmirę, a jednak za rok znów śledzisz transmisję.

Tym razem nie jest inaczej. Przesłuchałam już większość tegorocznych propozycji i mam wrażenie, że poziomem dorównują piosenkom z roku 2008, kiedy większości utworów po prostu nie dało się wysłuchać do końca...

Póki co moim zdecydowanym faworytem jest Szwecja i "Popular" Erica Saade. Ma dobry show, śpiewa też nienajgorzej, więc są szanse na wygraną całego festiwalu. Oczywiście o ile wszystko pójdzie tak jak powinno, a ostatnio doszły mnie słuchy, że Eric ma problemy z zespołem i (o zgrozo!) z głosem. 2gi półfinał z udziałem Erica już 12 maja, więc miejmy nadzieję, że do tego czasu wszystko będzie jak należy. A nawet jak nie, i tak oddam na niego głos!

A tak poza tym kupiłam sobie balerinki do biegania po Wiśle, Szczyrku i Zakopanem. Prawda, że śliczne?




4 komentarze:

  1. Ooo tak <3 Eric he best!
    A tej laski z Estonii nie da się słuchać... koszmar
    a buciki ślicznie wyglądają na Twoich stópkach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby tylko Ericowi udało się wszystko zgrać jak należy :D
    Hehe, dzięki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. boshe.... miało być "the" xd kocham ciemność <3

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tam eurowizji nie ogladam :)
    a balerinki całkiem, całkiem :)

    martula

    OdpowiedzUsuń