wtorek, 3 maja 2011

Shit happens...

Wiem, dziwna to pora na pisanie notki ale co tam...


To był smutny dzień... Okazało się bowiem, ze mój Przyjaciel (przez duże "p") nie dostał nowego kontraktu i prawdopodobnie mogę go już nigdy więcej nie zobaczyć... Nie rozumiem co z tym światem się porobiło. Austriacy mnożą się w zastraszającym tempie... Niedługo otworzę lodówkę i jakiś Austriak z niej wyskoczy... Aż mi ciarki po plecach przechodzą na samą myśl...

Rozmawiałam z nim ponad 3 godziny próbując jakoś podnieść go na duchu, choć samej łzy cisnęły mi się do oczu. No, ale najwazniejsze, ze mi się udało ;-) Może jednak nie jestem taka całkiem beznadziejna? Mnie samej ta rozmowa sporo dała. Zrozumiałam, ze czasami warto schować swój egoizm do kieszeni i zamiast narzekać i przejmować się swoimi problemami, nalezy pomóc komuś, komu jest jeszcze gorzej. To sprawia sporo satysfakcji. A wdzięczność i długo oczekiwany uśmiech drugiej strony daje wiele radości. Dziękuję za to. I za pewne zdanie, ono wiele dla mnie znaczy :* W ogóle dziękuję za wszystko.

1 komentarz: