sobota, 30 czerwca 2012

Love kills slowly...

18... Tylko 18 i aż 18 dni zostało do LGP w Wiśle. Sama już nie wiem czy chcę by te dni upłynęły szybko czy nie. Z jednej strony brakuje mi go i chciałabym go już zobaczyć, ale z drugiej wiem, że wszystko co dobre szybko się kończy i potem będę jeszcze bardziej cierpiała...
I nie rozumiem ludzi, którzy mi zazdroszczą, bo nie ma czego. Jak jesteśmy ze sobą to jest super, ale zaraz potem pojawia się wielka pustka i ból, który trwa do następnego spotkania. Więc lepiej pomyślcie czego zazdrościcie...
Wczoraj wróciłam z wakacji w Bułgarii. Wyjazd mogę streścić w dwóch słowach: GORĄCO i NUDNO... I wiem jedno, nigdy więcej nie wsiądę do samolotu! To był pierwszy i ostatni raz... Brrr... do teraz mi słabo na samą myśl...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz